Batumi.info.pl

Moja Gruzja. Przyciąga, uczy, zmienia.

Odkrywaj – i wracaj.

Chakvi – mały raj z widokiem :)

Każdy ma gdzieś początek swojej Gruzji. Nie zawsze jest to park Vashlovani, nie zawsze Ushguli..

Chakvi – prawdziwa Gruzja dla mnie zaczyna się właśnie tutaj.

Wielu turystów odwiedza Batumi, w zasadzie przemyka z Kutaisi do Batumi, oby jak najszybciej… a potem jedynie  pocztówkowy klasik wycinek: Aleja Bohaterów, szklane wieżowce, kompleksy Orbi,  fontanny i bulwar. Szałowy, to prawda, ten bulwar 🙂  Tymczasem prawdziwe choć nieco inne życie toczy się gdzie indziej – wystarczy zjechać z głównej drogi, skręcić w boczną uliczkę za miastem lub wspiąć się nieco wyżej.. Z Batumi dobrze widać te zielone wzgórza.

Bo dla mnie prawdziwa Gruzja zaczyna się w Chakvi i okolicznych wsiach – Aczkwa, Buknari czy Tsikhisdziri. To miejsca, gdzie .. rozwój i technologia miesza się z naturą, gdzie życie płynie wolniej, ale niczego nie brakuje.

Wieś tylko z nazwy

Chakvi to formalnie wieś w regionie Adżaria, należąca do gminy Kobuleti. Liczy ok. 9 tysięcy mieszkańców i położona jest zaledwie 15 km od Batumi. Choć nosi status wsi, działa tu wszystko, co trzeba: szkoła, przedszkole, sklepy, apteki, kawiarnie, ośrodek zdrowia i biuro nieruchomości. Do  domów doprowadzony jest gaz – ta charakterystyczna żółta rura ciągnie się wzdłuż dróg aż po wzgórza krętymi drogami. Mieszkańcy mają swoje źródła wody – z pompami działającymi nawet 120 m n.p.m., więc o wodę tu się nie martwisz. Wszystko działa – a to w Gruzji ważniejsze, niż się wydaje.

Wzrost, ale niekoniecznie turystyka

Chakvi nie zamieniło się jeszcze w kurort. I dobrze. Choć w sezonie bywa tu gwarno, życie toczy się swoim rytmem. W ostatnich latach do miejscowości przeprowadzają się nowi mieszkańcy – Niemcy, Litwini, Polacy, Łotysze. Kupują ziemię, remontują stare domy, budują ekologiczne wille. Nie szukają kurortu, szukają przestrzeni, oddechu i lokalnego klimatu. A Chakvi daje jedno i drugie: wyjątkowa bliskość miasta i magiczny naprawdę kontakt z naturą.

Bambusy, cytrusy i strome drogi

Chakvi słynie z bujnej, subtropikalnej roślinności. Rosną tu bambusy, eukaliptusy, mirt, laury, herbaciane krzewy i cytrusowe sady. Mandarynki, cytryny, pomarańcze – wiele z tych drzew rośnie od lat kompletnie bez nawozów, a mimo to owocuje obficie nawet trzy razy w roku. Klimat jest wilgotny, powietrze czyste, a roślinność dzika i intensywna. Trochę na wyrost mawiam, że to Amazonia :))  To zasługa mikroklimatu i bliskości gór.

W okolicach Chakvi znajdziesz też dzikie wodospady, które nie trafiły jeszcze do przewodników. Można je odkryć pieszo, wędrując zboczami, przez zarośla. Drogi w górnych partiach bywają naprawdę strome, kręte i wyboiste – turyści jadą z duszą na ramieniu, ale miejscowi pędzą nimi z uśmiechem. A widoki? Z wielu miejsc rozciąga się panorama na Morze Czarne i Batumi w oddali. Gdy poranna mgła podnosi się z lasów bambusowych, masz wrażenie, że patrzysz na coś między snem a jawą. Magia, serio.

Herbaciana historia

Nie można pisać o Chakvi, nie wspominając o herbacie. To tu pod koniec XIX wieku założono pierwsze na Kaukazie plantacje herbaciane. Dzięki eksperymentom znanego botanika Andreya Krasnowa i zaangażowaniu chińskich specjalistów, region stał się ważnym punktem na mapie radzieckiej herbaty. Dziś wiele z dawnych pól zarasta dzika roślinność, ale ślady przeszłości są nadal widoczne – w starych suszarniach, które jednak są, w opowieściach mieszkańców i w smakach lokalnych naparów.

To co moje.

W górach nad Chakvi mam swój zakątek – otoczony bambusami, pachnący cytrynami i wilgotną ziemią. Z palmami i dzikimi krzewami herbacianymi. Wszystko rośnie tu dziko, trochę jak chce, trochę jakby wiedziało lepiej. Ogród nie zna planów ani grafiku, a jednak daje owoce. W lutym spadł śnieg – nie symboliczny, lecz prawdziwy, po kolana, po pas… miejscami do dwóch metrów, nie tylko po szyję. W Batumi zapanował chaos. A ja, ledwie miesiąc później, pod koniec marca, zbierałam cytryny – żółte, pachnące słońcem, jakby nic się nie stało. Słodkie, aż pomarańczowe w środku. Natura tutaj jest uparta. I odporna. Zaskakuje siłą, którą trudno wytłumaczyć, choć te krzewy nigdy nie widziały nawozów.

To miejsce ma swój rytm. Nie pyta, nie pędzi. Trzeba się go nauczyć – i pozwolić się troszkę ponieść.

„Atlantydowy klimat adrenaliny i spokoju” ? Coś w tym jest ! 🙂

Chakvi nie jest dla każdego. To nie miejsce dla tych, którzy chcą mieć wszystko natychmiast. Ale jeśli szukasz przestrzeni, w której powietrze pachnie mokrym liściem laurowym, a sąsiad pozdrowi Cię, zanim zdążysz się przedstawić – być może zakochasz się w tej ziemi tak jak ja.

Bo tutaj Gruzja wciąż jeszcze jest sobą. Bez filtra. Bez pośpiechu.

I jeśli pozwolisz – może i dla Ciebie stanie się domem ? Bo między wiejskimi domami stoją wille wybitnie nowoczesnej konstrukcji, z basenami i murami „dla bezpieczeństwa”, wyrastają nowoczesne piękne resorty z infrastrukturą na wysoki połysk … warto się porwać, bo można wiele 🙂

W razie pytań zapraszam. Batumi, troszkę inne niż „pierwsza linia” pachnie zupełnie innym powietrzem ! 🙂