Batumi.info.pl

Moja Gruzja. Przyciąga, uczy, zmienia.

Odkrywaj – i wracaj.

Rioni – rzeka wariatka!

Większość z nas, zaczynając swoją przygodę z Gruzją, ląduje właśnie w Kutaisi, dosłownie i w przenośni – samoloty z Polski najczęściej przynoszą nas właśnie tutaj. To pierwsze miasto, jakie widzimy, pierwsze spacery, pierwsze gruzińskie smaki i dźwięki. To także pierwsza napotkana gruzińska rzeka – piękna Rioni. Widzimy ją z białego mostu, jadąc wagonikiem do parku Besik Gabashvili, mijamy w drodze do centrum, czasem bez większej refleksji. Ale „rioni”, to RIONIS – wielka rzeka, której długość to zaledwie 327 km, a powierzchnia dorzecza ponad 13 tyś km2.

I niewątpliwie warto się na moment zatrzymać. Popatrzeć dłużej w jej wodę, wsłuchać się w łomot lub… zadziwiającą ciszę. Bo Rioni to rzeka o wielu twarzach. Inaczej wygląda wiosną, inaczej latem, zupełnie inaczej jesienią. I choć przepływa przez to samo miasto, za każdym razem może być jak nowa. Czasem ospała i zamyślona, czasem wściekła i nieokiełznana. I właśnie dlatego warto poznać ją lepiej.

Bo nasza Rioni to rzeka o dwóch twarzach. Latem wygląda, jakby zapomniała, że jest górską rzeką – leniwie sączy się wśród przeszkód, odsłaniając wyschnięte białe kamienne smoki i przyciągając ptaki szukające łatwego łupu. Turyści patrzą na nią z niedowierzaniem: „i to jest ta wielka rzeka Rioni? Przecież tu można przejść suchą stopą!”. Ale wystarczy poczekać do wiosny, by zobaczyć jej prawdziwe oblicze.

Gdy śniegi topnieją w górach, Rioni zamienia się w rozhukaną bestię. Pędzi z hukiem przez Kutaisi, rozbijając się o kamienne nabrzeża i bulwary. Przelewa się przez koryto, obija o filary mostów, pieni i wiruje. W niektórych miejscach wygląda, jakby gotowała się od środka – fale rozbijają się o podwodne kamienie, tworząc białe grzywy. Huk wody jest tak głośny, że na mostach trzeba podnieść głos, by rozmawiać. Woda nie płynie – ona szaleje. Nurt jest tak rwący, że niesie ze sobą całe pnie drzew, gałęzie, wielkie fragmenty ziemi i skał, które jeszcze chwilę wcześniej były częścią brzegu.

Skąd ta dzikość? Rioni zaczyna swoją podróż wysoko w górach Wielkiego Kaukazu, w regionie Racha, na wysokości około 2600 m n.p.m. To tam, z lodowców i górskich potoków, rodzi się właśnie rzeka, która później przecina niemal całą zachodnią Gruzję i wpada do Morza Czarnego w okolicach Poti.

Wiosną woda w Rioni pochodzi głównie z topniejących śniegów i lodowców. W górach Racha zima nie odpuszcza łatwo – śniegi mogą zalegać do maja, a gdy wreszcie zaczynają topnieć, woda spływa w dół w tempie, którego nie da się zatrzymać. Każdego dnia rzeka dostaje z gór potężny zastrzyk nowej wody, co sprawia, że w Kutaisi jej poziom gwałtownie rośnie, a nurt staje się coraz silniejszy.

 

 

 

Brudna? Fuj? Wielu patrzy na Rioni i mówi z niesmakiem: „Ale brudna!”. Cóż, ten kolor ma niezwykły sens i nie bierze się z nieczystości, a z samej natury. Rzeka niesie z sobą kawałki prawdziwej, głębokiej Gruzji, tony osadów – gliny, mułu, drobnych cząstek skał wypłukiwanych z gór. Rioni płynie bowiem przez teren zdominowany przez skały osadowe – łupki, wapienie i piaskowce. Gdy nurt przyspiesza, podmywa zbocza i brzegi, zabierając ze sobą całe warstwy lessowej ziemi. Less to skała bardzo drobnoziarnista, która błyskawicznie rozpuszcza się w wodzie, tworząc właśnie charakterystyczny żółto-brązowy kolor.

Dodatkowo wiosna i roztopy to czas częstych osuwisk – ziemia, nasycona wodą, staje się ciężka i łatwo się osuwa, a to oznacza, że do rzeki wpadają kolejne tony osadów. Efekt? Woda wygląda jak mleczna kawa, a nurt jest tak silny, że nikt przy zdrowych zmysłach nie odważyłby się w niej zanurzyć.

Niewątpliwie, jest to rzeka, która ma temperament Kaukazu! Rioni to nie tylko woda, ale także energia, którą niesie w sobie. Wzdłuż jej biegu znajdują się elektrownie wodne, które wykorzystują tę dziką siłę natury. Rzeka, dzięki swojej rwącej wodzie, dostarcza energii do wielu części Gruzji, a jej niezwykła moc jest źródłem cennych zasobów. To właśnie ta energia, którą przynosi Rioni, napędza nie tylko przemysł, ale i codzienne życie mieszkańców. Więc, choć może wydawać się dzika i nieujarzmiona, to właśnie dzięki tej samej naturze, której nie da się kontrolować, woda Rioni daje życie innym – dosłownie i w przenośni.

A potem, wraz z nadejściem lata, wszystko się uspokaja. Woda cofa się, odsłania kamienie, przy których jeszcze niedawno huczały fale. Rioni wraca do swojej letniej drzemki. Ale to tylko cisza przed kolejną wiosenną burzą. Rioni to nie tylko wodny żywioł – to esencja gruzińskiego charakteru. Kapryśna, nieprzewidywalna, głośna, ale też piękna, dzika i wolna. Nie daje się ujarzmić, nie da się jej zrozumieć do końca. Płynie przez serce Gruzji, jakby mówiła: „Spójrzcie, oto ja – prawdziwa, dumna, nieokiełznana”. I choć latem kusi spokojem, każdy, kto pozna ją bliżej, wie, że Rioni zawsze ma coś w zanadrzu. Wystarczy poczekać… do wiosny!